DZIENNIK POKŁADOWY UCZESTNIKÓW PROJEKTU „LATO W TEATRZE 2016 – WARSZTATY ARTYSTYCZNE DLA MŁODZIEŻY”

13882293_160637461009848_1798325620382404870_n

DZIEŃ I

PRZYBIJ STOPĘ!

Dzisiaj (08 sierpnia) rano teatrem „Tęczą” zatrzęsło. Wszystko za sprawą otwarcia warsztatów teatralnych w ramach programu Instytutu Teatralnego im. Zbigniewa Raszewskiego „Lato w teatrze” 2016. Początkowe skrępowanie uczestników szybko zostało rozwiane dzięki zajęciom integracyjnym, prowadzonym przez koordynator Joannę Stoike-Stempkowską. Przywitanie przestało być zwykłą rutyną. Każdy z każdym poznawał się dzięki: podawaniu rąk, kolan, stóp, czy barków. Gdy wszyscy już się rozluźnili i zapoznali ze sobą oraz trenerami ( Maciej Gierłowski- grupa aktorska, Tatiana Skumiał- grupa scenograficzna, Karolina Maciejewska- grupa taneczna, Dorota Michałowska- grupa dziennikarska) w przezabawny sposób dobraliśmy się w cztery grupy , w których każda wypisywała wszystkie sobie znane skojarzenia z pojęciem „CYBERPRZEMOC”. Był to tylko wstęp do burzliwej dyskusji powstałej przez owe skojarzenia. Po tym spotkaniu chyba każdy ma powody do głębokiej refleksji nad pojęciem: wolność. Po wspólnych zajęciach (nasza) grupa redakcyjna odłączyła się od pozostałych. Wyruszyliśmy do pracy do Młodzieżowego Domu Kultury, który jest współorganizatorem warsztatów. To, co robią pozostałe grupy jest na razie owiane tajemnicą. Czekajcie z niecierpliwością, gdyż CIĄG DALSZY NASTĄPI…

~Kasumi

Sierpień 2016 w teatrze?

Lato, wakacje, czas wypoczynku i rozrywki. Niektórzy wyjeżdżają nad morze, inni w góry. Jednak 30 młodych osób ze Słupska i okolic postanowiło spędzić 2 tygodnie sierpnia w Teatrze Lalki „ Tęcza”.
Warsztaty rozpoczęły się 8 sierpnia punktualnie o godzinie 9.00. Przywitała nas pani Joanna Stoike- Stempkowska, koordynator zajęć, razem z panem dyrektorem Michałem Tramerem. Po oficjalnej części przyszedł czas na poznanie się. Wszyscy chodziliśmy po foyer i witaliśmy się. Później przyszedł czas na przywitania ramionami i kolanami. Żeby było jeszcze więcej zabawy, musieliśmy witać się stopami :D. Po przywitaniach usiedliśmy w kole i każdy, łącznie z instruktorami przedstawialiśmy się, czyli: „Jestem…, lubię…, nie lubię…, interesuję się…”.

W końcu przyszedł czas na zabawy integracyjne. (…) Grupy są 4: aktorska, którą opiekuje się pan Maciek Gierłowski, taneczna, której instruktorką jest pani Karolina Maciejewska, scenograficzno- plastyczna, którą zajmuje się pani Tatiana Skumiał i dziennikarska prowadzona przez panią Dorotę Michałowską. Nasza grupa, czyli dziennikarska, udała się do MDK-u, za nami wyruszyła grupa taneczna pod okiem p. Karoliny. Pozostałe 2 grupy zostały w teatrze, a co robią, tego nie wie nikt.

Werka

DZIEŃ II

Sierpnia w teatrze ciąg dalszy

9 sierpnia, drugi dzień słupskiego „Lata w Teatrze”. Tym razem nie było powitań stopami ani przedstawiania się. Pani Asia poprosiła nas od razu o ustawienie w dwuszeregu, z czego powstały pary. Każda para dostała kartkę papieru i musiała ją trzymać najpierw ramionami, potem głowami, kolanami i plecami. Musieliśmy nawet chodzić z kartką między ramionami, kucając :D! Po pełnej śmiechu zabawie wróciliśmy na swoje miejsca na poduszkach, po czym otrzymaliśmy kolejne kartki i poproszono nas o twórcze myślenie i pomysły: co byśmy zrobili, gdyby w tej chwili między nami pojawili się Marsjanie??? Gdy każdy napisał już to, co chciał, pani Asia podzieliła nas na 5 grup. Zadaniem każdej było, na podstawie tego. co napisali poszczególni członkowie, stworzyć scenariusz. Potem – niespodzianka – scenariusze własne oddaliśmy innej grupie. Kolejnym zadaniem było przygotowanie krótkiego przedstawienia na podstawie scenariusza stworzonego przez inną grupę. Oczywiście trzeba było również zadbać o kostiumy. Jedne były z folii, drugie z rurek i taśmy klejącej, inne z misek, łyżek i poduszek. W końcu przyszedł czas na występy! Przedstawienia były przeróżne, a każde wspaniałe i oryginalne. Śmiechu było co niemiara! Po spektaklach przyszedł czas na sprzątanie :D. Oczywiście potem była krótka pogadanka, podczas której dostaliśmy mnóstwo pochwał od pana Maćka Gierłowskiego. Tak nadeszła wyczekiwana przez niektórych głodomorów – przerwa. Dziś w menu były kanapki z jajkiem i warzywami oraz jogurty.

Tym razem po jedzonku nasza grupa nie przeszła do MDK-u. Zostałyśmy w teatrze, aby przeprowadzić wywiad z p. Maćkiem. Dowiedziałyśmy się, że gdyby pan Maciek nie był aktorem, otworzyłby warzywniak :D. Ale o tym i całej reszcie dowiecie się później ;). Potem udałyśmy się do pracowni scenograficzno – plastycznej, gdzie pani Tatiana ze swoją grupą tworzyła lalki do przedstawienia, które będzie wystawione przez grupę aktorską. Kiedy zobaczyłam, jak dziewczyny kroiły gąbkę, jak z tego powstaje twarz i jaką pracę trzeba w to włożyć, cieszyłam się, że nie jestem w tej grupie. Wydaje się, że zrobić taką lalkę to hop – siup, ale gdy się zobaczy, jak ona powstaje od początku, to pogląd na sprawę zupełnie się zmienia. Posiedziałyśmy jeszcze chwilę w pracowni; zadawałyśmy pani Tatianie różne pytania na temat tych i innych lalek, po czym udałyśmy się do MDK-u by, dokończyć naszą pracę :)

Werka

MARSJANIE ATAKUJĄ

OSOBY: człowiek,2 Marsjanie(pingwin,wielbłąd)
*Wchodzą Marsjanie*
Marsjanin pierwszy: osfjjjjdgvhnaerigklhnjigfgvbfvaaqawsksewjhatio
*Człowiek włącza Google tłumacz:,,Ziemianie!!! przybywamy w pokoju!!!”
Człowiek- UUUUUUUU…Ale czad!!!Co Was sprowadza w nasze skromne ziemskie progi?
Marsjanin drugi:Poszukujemy wielbłąda i pingwina,aby zgłębić waszą kulturę i nauczyć się mongolskiego baletu.
Człowiek-Luzik,zabieram się z Wami na podbój kosmosu!!!
*Marsjanie wraz z człowiekiem odlatują statkiem w poszukiwaniu zwierząt*

DZIEŃ III

Pierwsze kroki postawione, pierwsze słowa zapisane, pierwsze pytania zadane, pierwszy wywiad -PRZEPROWADZONY!
Ofiarą padł Pan Maciek Gierłowski, opiekujący się grupą aktorską. Z zawodu aktor-lalkarz, pracujący w Teatrze Lalki “Tęcza” (Słupsk). Jeśli chcecie dowiedzieć się co nieco o pracy aktorskiej, jeśli ciekawią was nasze warsztaty, jeśli chcecie… Po prostu: PRZECZYTAJCIE!!!
I najważniejsze – nie wspomnieliśmy przecież o jednej z najistotniejszych spraw- inspiracją pracy zespołów aktorskiego, scenograficznego i tanecznego będzie tekst Henryka Bardijewskiego “ Lalki, moje ciche siostry””, a jej rezultatem spektakl – na razie- pod roboczym tytułem “ (…) wasze ciche siostry”, wystawiony dwukrotnie: w piątek (19 sierpnia) i sobotę (20 sierpnia).
Natalia: Dzień dobry! Skąd i dlaczego taki wybór tekstu i co Panem kierowało?
Pan Maciej: Dzień dobry! Tekst gdzieś pojawił się dzięki Joasi Stoike – Stempkowskiej. To ona mi go gdzieś podesłała, a pamiętam jeszcze, na etapie pisania projektu. Dlaczego taki tekst… Ten tekst opowiada <urwane zdanie>. No, ja bym nie chciał zdradzać, o czym on opowiada, ale jest zbliżony do tego, o czym my tutaj będziemy troszeczkę sobie rozmawiać,czyli o jakiegoś rodzaju fobiach, strachach, paranojach i no no o czymś takim. Co mną kierowało? To, że ten tekst jest strasznie aktualny teraz i daje olbrzymie pole do popisu, bo nie trzeba często iść po tekście, żeby coś stworzyć, To może być taka delikatna nić inspiracji, potem sobie w kłębek zwiniemy, a to będzie ten nasz spektakl.
N: Czy Pan sam zinterpretował tekst czy pozwolił Pan na interpretację młodzieży, żeby mogła ona zobaczyć, jak czują ten tekst?
P M: Na razie jesteśmy na etapie takim, że młodzież dopiero ten tekst dostanie. My dopiero tworzymy te etiudy. Wstępna interpretacja była troszeczkę moja, ale to wynikało z tego, o czym tak naprawdę mówimy na tych warsztatach i to był punkt wyjścia, bo to to troszeczkę inny schemat działania. Najpierw to, co było mówione na warsztatach na tych integracyjnych spotkaniach z Asią, potem szliśmy w tematykę tego, co możemy zrobić, do tego dołożymy teraz tekst i potem powstanie scenariusz. Ale młodzież jak najbardziej od początku pracuje, tak? Sami tworzyliście też na warsztatach z Asią pomysły nam, potem grupa teatralna i scenograficzna się zbierała, taneczna też tam sobie działa, zbierała pomysły i to jest taki bardzo zbiorowy rodzaj teatru, więc ja tu się nie czuję, broń Cię Boże jakimś reżyserem, tak? Tylko raczej osobą, która opiekuje się tym, co stworzą wszyscy i tak naprawdę każdy z nas staje się reżyserem tego dzieła.
Paulina (Kasumi): Czy poprzez to chciałby Pan pokazać coś młodzieży? Jakąś drogę, coś, co robią źle?
P M: Ja myślę, że teatr zawsze pokazuje jakąś drogę, jeżeli robimy teatr, który nie pokazuje żadnej drogi, to nie róbmy teatru. Znaczy można robić to typowo dla rozrywki, tak? Pójść, pośmiać się dwie godziny, wrócić do domu i jest bardzo przyjemnie, ale ja uważam, że teatr zawsze zaczepia, o czymś mówi, o czymś informuje, tak? Daje nam impuls do jakichś przemyśleń. Wtedy mamy wartościowy teatr. Czy ja chciałem zaczepić, powiedzieć o czymś młodzieży? Raczej wydaje mi się, że to młodzież, która tu jest chciała o czymś powiedzieć swoim kolegom, albo sobie nawzajem, bo to jednak mimo wszystko jest bardzo dużo ich pracy w tym wszystkim.
Paulina: Czy to, co się dzieje w tej chwili w teatrze, praca nad tekstem i całe to zamieszanie też daje Panu coś do myślenia?
P M: Jak najbardziej, to jest strasznie inspirujące, słuchajcie, to ten cały tumult, który tutaj jest, to jest cudowna rzecz i to fajnie, że ta “Tęcza” teraz żyje i dzieje się to w tym momencie właśnie tutaj, a oni wszyscy wokół mnie, grupa (mówię) dziennikarska czy moi aktorzy, czy tancerze- każdy z was jest strasznie inspirujący i ja się od każdego zawsze uczę tak? To jest fantastyczna sprawa.
N: Czy Pan zawsze chciał zostać aktorem i czym się charakteryzuje takie towarzystwo aktorskie, bo zazwyczaj w społeczeństwie jest tak, że raczej to towarzystwo aktorskie, to artystyczne jest takie niby zepsute, niby takie amoralne, takie…
P M: Aha. Taki stereotyp, tak. Trochę o stereotypach będziemy też rozmawiać w spektaklu. Tak, to jest stereotyp – a propos amoralnego społeczeństwa aktorów. Amoralny, nie, broń Cię, broń Cię Boże. My jesteśmy normalnymi ludźmi, jak każdy z was. Może mamy po prostu inne zainteresowania, tak, to może się wydawać dziwne, to że dorosły facet bawi się lalkami, mając żonę i dziecko, ale tak naprawdę wydaje mi się, że każdy z nas żyje tak samo jak inni. Oczywiście, wszelkiego rodzaju dziwne fobie, rzeczy, dewiacje się zdarzają i w środowisku aktorskim, ale nie tylko w środowisku aktorskim. To jest straszny stereotyp i odcinamy się od niego od razu, diametralnie. Nie,społeczeństwo, aktorzy nie są inni od normalnych ludzi, my też rozmawiamy, mamy swoje problemy, płacimy za prąd, chodzimy do banku po kredyty, mamy te same problemy, co inni ludzie…

 DZIEŃ IV

Jako, że tego dnia było tyle działania ,że zabrakło czasu na ich relacjonowanie prze uczestników warsztatów, głos zabierze skarpetka Mai.

SKARPETKA LEWA
Jestem sobie białą skarpetką. Mam 49 bliźniąt. Wszyscy mamy ten sam kolor. Ale ja i moja ulubiona siostra, jesteśmy wyjątkowe bo mamy różowy tatuaż z napisem | Zara |. Maja wybrała właśnie nas do teatru. To było dziwne i w sumie dla nas coś zupełnie nowego. Przepychałam się w bucie i w końcu udało mi się patrzeć na przedstawienie przedstawienie przez dziurkę od sznurówki. Aktorzy mieli na rękach masę kolorowych skarpetek. Nigdy innych nie widziałam. Chyba, że czarne skarpetki rodziców Mai. Występ mi się podobał tak, że aż spociłam się z wrażenia.
2 DNI PÓŹNIEJ
Urodziło mi się rodzeństwo. Czerwoni, zieloni i żółci bliźniacy. Ale nas białe oddali. Teraz jesteśmy wkładane na ręce przez dorosłych mężczyzn Aktorów.

DZIEŃ V

 Tańczący z dziennikarzem

Kolejny, już 5 dzień słupskiego „Lata w Teatrze”. Dziś nieco inaczej niż zwykle. Tym razem, po zajęciach integracyjnych nasza grupa (dziennikarska) postanowiła się rozdzielić. Każdy z nas poszedł do innej pracowni, aby obserwować, jak wyglądają zajęcia w pozostałych grupach. Wybrałam warsztaty taneczne. Dziś (na razie) za wiele się nie działo, a co się działo, to na razie tajemnica, nie mogę przecież zdradzać szczegółów spektaklu. (Dopiero by mi się oberwało od pana Maćka i pani Karoliny… ;)) Dziewczyny od razu zaczęły ćwiczyć swój układ do przedstawienia. Według mnie czasem jeszcze się gubią, ale przecież mają czas, żeby wszystko dopracować ;) Pracują przecież codziennie długo, czasami widać na twarzach wysiłek i zmęczenie, za chwilę jednak pojawia się uśmiech zadowolenia, bo- trzeba przyznać- że za każdym powtórzeniem układu szło im coraz lepiej. Dopiero, gdy skończyły ćwiczyć układ podstawowy, nagrywany przez pana Krzysztofa ( który ma wyjątkowo odpowiedzialne zadanie- nazwałabym go dokumentalistą słupskiego „Lata w Teatrze”) rozpoczęły rozgrzewkę. Głowa, ramiona, nogi… I duuużo innych przeróżnych i przedziwnych ćwiczeń, które nawet nie pamiętam jak się nazywają ( pamiętam tyle, że jedno było na „s” a drugie na „f”:D ). Potem jednak niespodziewanie przyszła pani Michałowska i zabrała już nas wszystkich na nasze zajęcia. I tak zaczęła się nasza dziennikarska praca rzemieślnicza…
WERKA

Gąbą w twarz

Już na samym wejściu do pracowni scenografów przywitało mnie stado głów. Były również piersi i pupy <Czy aby na pewno oni pracują nad projektami do spektaklu?>. Cieszy mnie fakt, że od samego początku wyczuwa się w miarę luźną atmosferę – bez napięcia, bez nerwów ( chociaż i tak w NASZEJ grupie jest najlepsza <autoreklama>).   Dobrze, zatem przejdźmy do tematu dnia: PLAKAT ( brzmi groźnie). Zatem: ma być szokujący, przykuwający uwagę, zachęcający itd. Ktoś ukradł domek? Co? Jaki domek?! Czuję się, jakby mówili w zupełnie innym, tylko sobie znanym języku… ach, ci artyści.
Powaga, skupienie i cisza ogarnęły salę – Jaki ma być ten plakat? Początkowo wyglądało na to, że myśli wszystkich krążyły tylko wokół tego tematu, a rzeczy z nim nie związane były wyrzucane poza umysł ( jak można pozbyć się myśli o dzisiejszym obiedzie?! Wygląda to jak czarna magia…). Chyba nigdy ich nie zrozumiem – jeden kawałek papieru, a tyle zachodu.
“ (…) Najczęściej na plakacie nie ma obsady (…) malutkie dzieło sztuki ukazujące jakiś spektakl (…) “ no dobrze, powoli dostrzegam ledwo pełgające światełko zrozumienia, ale nadal jest zbyt daleko, bym mogła je dotknąć.
“(…)  Plakat nie ma być nudny (..) Ten jednak ma zawierać podstawowe informacje (…) “ Phi, na co komu informacje, zabawniej byłoby przyjść do teatru na ślepo, bez żadnej wiedzy.
“ Tytuł (napis) ma wyglądać ładnie” – a nauczyciele nigdy nie zrozumieją, że bezwiedne patrzenie na literki w podręczniku ma sens, że literki, to SZTUKA! ( w tym momencie chciałabym pozdrowić moją przyjaciółkę – Mito)
A swoją drogą… przeżywam  niemałe skrępowanie, czując na sobie ciężki wzrok nigdy nie mrugającej gąbki ( zgaduję, że nazywa się S.S – a przynajmniej tak jest podpisana), boję się, że mnie zaatakuje, jeśli “powiem” coś nie tak. Widzę małą szansę na dogadanie się. Gąbko, dostaniesz mój kapelusz, o tak, zwisający na twarz, a w zamian za to nie przeszywaj mnie swym nieruchomym spojrzeniem, dobrze? No, tak lepiej, dobra Gąbka.

Powróćmy do tematu dnia. O plakatach nauczyłam się więcej, niż przez całe dotychczasowe życie! Szczerze współczuję im ( nie, nie mam na myśli ani gąbek, ani plakatów)  tej mozolnej pracy. Jak nie katująca umysł teoria, to wycieńczająca ciało praktyka – ( uwaga, w tym momencie zagadka tajemniczych gąbek zostanie rozwiązana) wyskrobywanie z owego materiału twarzy przyszłych kukieł. Mimo wielu starań, to nie jest grupa aktorska, żeby wszystko dała radę ukryć. Powoli ze skupieniem wygrywa zmęczenie – o, na przykład w tej chwili ta w blond włosach i okularach ziewa ospale ( jak ja ją dobrze rozumiem).

W tym akapicie zachowam stosowną powagę ( naprawdę, jestem c a ł k o w i c i e      p o w a ż n a < jaskrawo- czerwone kaloryfery nijak się mają do stonowanych barw mających tu panować wg. pani instruktor>). Doskonale zdaję sobie sprawę, jak ważna jest ich ( członków grupy scenograficznej) rola w tworzeniu spektaklu i wiem, że efekty końcowe będą cudowne ( nawet teraz śledząca mnie gąbka jest całkiem przystojna), a mimo to ja po niespełna pół godzinie odpadam.
Tyle o uczestnikach, a przydałoby się jakieś słowo o Pani Tatianie ( mam nadzieję, że pamięta o tekście). Mimo, że się bardzo stara i angażuje w to, co robi, to z twarzy wyczytuję, że chętnie już by odpoczęła i poszła do domu. Spać ( ciekawe czy zamykając oczy, czy śpiąc, widzi masę kolorów, jak gdyby naciapaną tęczę i gąbki patrzące jej w oczy…).

DZIEŃ (nadal) V

Dail Blog

Powróciłem z wakacyjnych wojaży i następnego dnia udałem się na warsztaty do Teatru Lalki „Tęcza”, w ramach „Lata w Teatrze”. Był piątek 12 sierpnia, około godziny 8:45, wszedłem do foyer teatru, stanąłem koło drzwi i wyciągnąwszy telefon zacząłem przeglądać Facebooka. Co chwilę ktoś wchodził do środka,

spoglądałem kątem oka na ich twarze. Nikogo nie znałem, w końcu pojawiła znajoma postać Weroniki. Zapytała mnie, co ja tu robię, więc odrzekłem, że przyszedłem tutaj na zajęcia, niestety dopiero mogłem chodzić od piątku. Przyjmując do wiadomości to, co jej powiedziałem, udała się w głąb foyer. Mnie coś zatrzymało ­ ten stres przed nowymi osobami a przecież jako dziennikarz muszę być odważny i śmiały. Stałem tak do czasu, gdy podszedł do mnie Pan Maciek i pełen entuzjazmu zaprosił mnie, abym dołączył do grupy. Jak powiedział tak zrobiłem. Wziąłem poduszkę i usiadłem. Poszła kartka w ruch aby wpisać się na listę – standard, papierkowe sprawy zrozumiałe. I zaczęło się. Na wstępie zaśpiewaliśmy Majce, która dzisiaj obchodziła urodziny i poczęstowała nas cukierkami. Wszyscy uradowani przystąpiliśmy do zabawy. Nie będę już bardziej się rozdrabniał, bo i tak już chyba za dużo się rozpisałem :D . Stres powoli zaczął ze mnie schodzić. Można by rzec, że oswoiłem się z otoczeniem naprawdę niezwykłych ludzi pełnych entuzjazmu i chęci do rozwijania swoich pasji. Nie powiem, bawiłem się dobrze. W pewnym momencie, ze względu na wynik naszej zabawy

zostaliśmy podzieleni na grupy. Dostaliśmy 2 kartki, na których znajdował się początek jakiejś bajki a na drugiej koniec innej. Zadanie polegało na tym, aby wymyślić sam środek tejże akcji. Mojej grupie trafiło się połączyć „Calineczkę” z „Dziewczynką z zapałkami”. Historia wyszła genialna. W skrócie Calineczka wyrosła na piękną kobietę, która poznała księcia na białym koniu, ten ją później zostawił dla innej i na dodatek był narkomanem. Szok, ale takie niestety są dzisiejsze czasy. Ta ze złamanym sercem, po nieudanej próbie samobójczej trafiła do szpitala.(…) Ktoś może sobie pomyśleć: uff dobrze, że to tylko bajka ale podobne dramaty dzieją się w dzisiejszych czasach. Kolejnym naszym zadaniem było przygotowanie inscenizacji wg napisanego tekstu. Trafiła mi się rola aktora (bo byli jeszcze: dziennikarz i reżyser). Jako jedyny facet w grupie dostałem rolę księcia, nigdy mnie nie ciągnęło do aktorstwa, jednakże było to ciekawe doświadczenie.

Po przerwie każda z grup, a było ich 4, zaczęły prezentować swoje arcydzieła. Bawiłem się

świetnie. Wszystko trwało ponad 2 godziny, które w tym towarzystwie minęły mi bardzo szybko. Po

wspólnych zajęciach przyszedł czas na to, aby każda grupa zajęła się swoją specjalizacją. Będąc w grupie dziennikarskiej udałem się na zajęcia aktorskie oraz zerknąłem, co się dzieje u scenografów. Podglądając aktorów akurat trafiłem na rozgrzewkę. W pewnym momencie czułem się, jakbym oglądał trening akrobatów, którzy rozciągają po kolei każdy mięsień. Tak, nawet język. W końcu dykcja też ważna rzecz, ponieważ, co to za aktor, który nie umie się wysłowić? Moją uwagę mocno przykuły dwie rzeczy, na które pan Maciek zwracał uwagę. Ruch ciała jest niesamowicie ważny, gdyż jedno najmniejsze niezgrabne poruszenie się, może zepsuć sens całej postaci. Oraz to, że: „Umysł jest potężniejszy od ciała” i to, że możemy mieć stu procentową kontrolę nad tym, jak porusza się nasze ciało. Co dla aktora jest niezmiernie ważne. Sama atmosfera na zajęciach była naprawdę miła, pan Gierłowski rzucał żartami na lewo i prawo przez co nikt nie był spięty.

Pan Maciek podzielił się również z aktorami sposobem na pozbycie się stresu, mianowicie: przed

występem warto wykonać jakieś ćwiczenie fizyczne. Tłumaczył to tym, że stres spina mięśnie, a jak zrobi się parę solidnych pompek, to mięśnie nam się rozluźnią przez co pozbędziemy się stresu.

Z taką porcją wiedzy udałem się jeszcze na chwilę do pracowni pani Tatiany. Tam zastałem małą

grupkę omawiającą specyfikę plakatu. Średnio mnie to interesowało. Posiedziałem chwilę, posłuchałem i z naszą całą grupą udaliśmy się do Młodzieżowego Domu Kultury, aby tam sfinalizować naszą pracę i materiały, które zebraliśmy skleić w jedną spójną całość. Po przyjściu omówiliśmy plan na jutro i zabraliśmy się do pracy. No i tak siedzę i piszę. Efektem mojego ponad godzinnego wysiłku jest to, co właśnie przeczytaliście. Dzięki wam za uwagę i do zobaczenia w jutrzejszym Daily Blogu ;) .

Michał Kaczkowski